Czy powinno się oprawiać obrazy na prezent?

Oprawa służy temu, by zdobić, eksponować i przede wszystkim chronić obraz bądź szkic na papierze. Poza tym, jeśli chcemy pracę wręczyć jako prezent, służy też za eleganckie opakowanie. Dlaczego więc coraz częściej z niej rezygnujemy? Co wymaga oprawy, a co nie?

PAPIER

Kolorowy obraz na papierze (akwarela, pastel, tempera, gwasz, akryl), grafika lub szkic wykonany ołówkiem, kredką lub węglem, koniecznie wymaga oprawy i to dość skomplikowanej. Należy zabezpieczyć go przed wilgocią, kurzem i nadmierną ekspozycją na światło słoneczne, gdyż każdy z tych czynników wcześniej czy później przyczyni się do jego zniszczenia. A zatem obraz musi się znaleźć za szybą, najlepiej antyrefleksyjną, żeby odbijające się w niej światło nie przeszkodziło w podziwianiu kompozycji. Szyba powinna być oprawiona w ramę, która dodatkowo zabezpieczy brzegi pracy i będzie ofiarnie gromadzić osiadający kurz. Ale to nie wszystko. Częstokroć w pośpiechu lub z niewiedzy pomija się bardzo efektowne i skuteczne w swojej roli passe-partout. Że co? Passe- jak? Już wyjaśniam 🙂 To pochodząca z francuskiego nazwa dodatkowego kawałka papieru stanowiącego ramkę okalającą obraz wewnątrz ramy. Passe-partout zazwyczaj wykonane jest z grubego papieru, a „okienko” na obraz wycięte jest pod kątem 45 stopni, tak, żeby dodatkowo uwidoczniona została różnica grubości i nadany efekt głębi. Wygląda to bardzo estetycznie i elegancko, a sama praca nie przylega dzięki temu do szyby. Passe-partout może mieć różne kolory, grubość i szerokość, i wynikające stąd różne zastosowania: od delikatnych, białych ramek, subtelnie wykańczających duże prace, po duże, kolorowe płaszczyzny, dobrane do ramy, powiększające malutkie prace, które inaczej mogłyby zupełnie zginąć na większej ścianie.

Osobiście uważam passe-partout za element niezbędny przy tego typu oprawie. I tu pojawia się pewien kłopot: skąd je wziąć? Przy oprawie na zamówienie nie ma z tym problemu: po prostu wybiera się je z próbnika, podobnie jak ramę. Gorzej, jeśli obrazek chcemy oprawić sami. Bo mało czasu, bo taniej, bo mam już fajną ramkę w domu. Można wtedy pobiec do papierniczego i zaopatrzyć się w kawałek brystolu w odpowiednim kolorze (jeśli nie jesteśmy pewni, jakim, nie szalejmy:  zostańmy przy bieli, ecru, szarościach, ewentualnie czerni pasującej do czarno-białych prac) i nożykiem do papieru – byle zaostrzonym!- wyciąć w nim okno ciut mniejsze od naszej kompozycji (lub ciut większe w przypadku podpisanych grafik – podpis ma być widoczny) i podkleić pracę do brystolu od tyłu taśmą klejącą. I voila! Efekt nie będzie powalający, ale będzie. Na szczęście jest też inna opcja, a mianowicie kupno ramki z gotowym passe-partout w środku. Jeśli nasz obrazek ma w miarę standardowe wymiary, oprawienie go w gotowe passe-partout może się udać. Zawsze będzie ono nieco bardziej estetyczne od wykonanego niewprawnie własnym sumptem. Cuda takie można nabyć chociażby w najpopularniejszym sklepie meblowym wszech czasów w bardzo rozsądnej cenie. Kwestią dyskusyjną pozostaje, czy wypada oprawiać w coś tak sztampowego oryginalne, wykonywane na zamówienie obrazy czy grafiki.

PŁÓTNO

Kto choć raz był w muzeum (takim z obrazami), wie, że klasyczny obraz ramę musi mieć, a szkło już raczej niekoniecznie. Chyba że pamiętna wizyta odbyła się w Luwrze, a zapamiętanym obrazem była Mona Liza: owszem, ten obraz jest za szkłem, tyle że kuloodpornym. Poza tym jednym wyjątkiem, większość obrazów olejnych spogląda na nas ze ścian strosząc piórka swoich złotych, ozdobnych ram. Sztuce bardziej współczesnej nie bardzo to przystoi, więc często proste, abstrakcyjne kompozycje oprawione są równie prosto: w pozbijane z drewnianych listewek ramy-kasety. Listwy chronią przed kurzem i wycieraniem się boków; nadają estetycznego, wykończonego wyglądu. Ale właściwie to i one nie są w przypadku obrazu na płótnie konieczne. Takie obrazy są zazwyczaj zabezpieczone werniksem, a technika sama w sobie jest na tyle trwała, że zniesie przecieranie od czasu do czasu delikatnie zwilżoną szmatką. Jeśli obraz z założenia nie ma być często transportowany, przewieszany i składowany, można go zostawić takim, jakim jest.

Jako że modny jest teraz surowy, zgrzebny wygląd, artyści zawczasu dbają o to, żeby ich obrazy nie wymagały oprawy: płótno naciągają tak, żeby równo pokrywało boki i coraz częściej zamalowują je na jednolity kolor, co tworzy swoistą „kolorystyczną” ramkę, lub traktują je jak integralną część obrazu i kontynuują na nich swoją kompozycję. Producenci wyszli tym oczekiwaniom naprzeciw i w sprzedaży dostępne są specjalne podobrazia malarskie o supergrubych bokach, tzw. 3D, które aż się proszą o takie rozwiązania i dają bardzo ciekawe i nowoczesne efekty na ścianach. Brak oprawy ma w tym przypadku dwa zdecydowane plusy: 1. Artysta na pełną kontrolę nad ostatecznym wyglądem dzieła (wszak rama to dodatkowy kolor i forma, której być może nie planował i by nie zaaprobował); 2. Kompozycja nabiera powietrza i przestrzeni, rama jej nie przeciąża i nie „dusi”, co szczególnie ważne jest w przypadku obrazów niewielkich rozmiarów, w tym portretów.

A MOŻE BY TAK JEDNAK TEN OBRAZ OPRAWIĆ…?

Nie przekonują Was powyższe argumenty i w dalszym ciągu chcecie oprawić obraz na płótnie w ramę, bo: 1. Znacie gust i wnętrze  waszych bliskich tak dobrze, że jesteście w stanie dobrać do obrazu na prezent idealną ramę; 2. Wydaje wam się, że jednak bez tej ramy to jakoś tak nie tego… Żaden problem! Obecnie w ofercie handlowej jest tyle ram, że kompetentna osoba na pewno będzie w stanie wybrać coś estetycznego, pasującego do danej kompozycji. A co z odrobiną szaleństwa? Ogromna barokowa rama ze złotymi esami-floresami ożywi każdą kompozycję i będzie okiem puszczonym w kierunku klasycznego portretu. Taki obraz będzie rządzić niepodzielnie na każdej ścianie!

Jakkolwiek wybujałe by one nie były, zawsze omówcie swoje plany i wątpliwości co do oprawy z artystą, u którego zamawiacie dzieło. Fachowo wam doradzi i uwzględni wasze wymagania na etapie produkcji obrazu.